otwarcie 23 września (czwartek), godz. 18.00, NoLocal, Sławkowska 14, Kraków
Praca "Pass|ed" Anny Zaradny, otwierająca cykl wystawienniczy ramach projektu Fragile Boredom, przybiera raczej charakter environmentu niż klasycznej ekspozycji. Można o niej mówić także w kontekście fluxusowych eksperymentów lat. 60 – utworów, które łączyły wizualność, procesualność i dźwięk. Przykładem może być „Dream House” („Dom Snów”) La Monte Younga i Marian Zazeel (1962) – fluxusowa instalacja odtwarzana nieprzerwanie i doświadczana jako organizm żyjący swoim własnym życiem, według swoich własnych praw.
Projekt Zaradny przywołuje te idee, przyjmując charakter utworu rozwijającego się w czasie, zakładającego pewną przypadkowość i wyczulenie na detale. Dominuje kilka motywów. Po pierwsze projekcje, które zrodziły się z pierwotnie przypadkowej obserwacji, a z czasem metodycznej rejestracji abstrakcyjnych zjawisk optycznych.
Muzyka, którą Zaradny skomponowała jako oddzielne utwory przypisane poszczególnym obrazom. Przestrzeń, która nigdy nie jest pusta. Zawsze znajdzie się jakiś obiekt, na który można spojrzeć albo jakieś dźwięki, które można usłyszeć. Uzyskać ciszę – jak udowodnił Cage, to niewykonalne.
Czas pełni rolę jednego z kluczowych punktów odniesienia w projekcie Zaradny. Istnieje przede wszystkim w kontekście relacji między teraźniejszością a przeszłością. Pojawia się choćby w symbolicznej transpozycji sytuacji z procesu rejestracji do chwili obecnej. Materiał wizualny powstawał w warunkach odpowiadających sposobowi zaplanowania wystawy. Tak więc, jak na początku od artystki, teraz od widzów wymaga czasu, uwagi, wrażliwości na to co znikome, kruche i proste.
Ważny jest także wątek ciągłości obrazu i dźwięku oraz ich przenikania. Muzyka jest funkcją czasu mawiał La Monte Young. Projekt Zaradny to potwierdza. Całość tworzy niekończącą się kompozycję, rodzaj organizmu lekko modyfikowanego przez lokalne warunki akustyczne i architektoniczne, dźwięki biur, miasta oraz wpadające słońce.
NoLocal
---------------
Otwierająca cykl wystawienniczy Fragile Boredom wystawa "Pass|ed" Anny Zaradny jest romantyczną próbą transpozycji pewnego stanu świadomości i sytuacji sensorycznej, opowieścią o letnich przebudzeniach, omamach i pełgającym świetle, dziecięcą maligną o słodkim trwaniu, pograniczem przeszłości i przyszłości. Przybiera bardziej kształt environment niż tradycyjnej ekspozycji, składając się z leniwie ewoluujących obrazów, zarejestrowanych metodycznie przez artystkę i niemal pozbawionego fluktuacji dźwięku, który jest im przypisany. Całość tworzy niekończącą się kompozycję, rodzaj organizmu lekko modyfikowanego przez lokalne warunki akustyczne i architektoniczne, dźwięki biur, miasta oraz wpadające słońce.
Instalacja staje się przy tym psychoaktywną kapsułą traconego czasu, sycąc się bagażem powidoków, przesłyszeń i lęków odbiorcy. Tym samym raczej katalizuje proces odkrywania wniesionych doświadczeń, nie starając się zbyt wiele narzucać. Zarazem jednak artystka niepostrzeżenie dobiera się do "bazy danych" osoby przez siebie uwikłanej, na nią cedując dopowiedzenie zarejestrowanych obrazów i wypełnienie skomponowanej muzyki. Umożliwia, a może wręcz wymusza partycypację. Praca perwersyjnie oszczędna w kształcie, pozbawiona walorów pozwalających na bezpiecznie oparcie zmysłów, pozostawia nas w zdefiniowanej próżni, w prostym module-ogrodzie. Niedobór zdarzeń prowokuje umysł do wypełniania konturowych wątków; poszukujemy wygodnej kozetki, lecz brak bodźców przynosi jedynie zdeformowane odbicie oczekiwań.
Anna Zaradny kontynuuje tradycję przejmowania i wykrawania (czaso)przestrzeni, akustycznej perswazji i indoktrynacji dźwiękiem. Punktem odniesienia może być znana instalacja-budynek Dream House La Monte Younge'a, który operując podobna paletą środków, w nieco większej oczywiście skali, dokonuje wydarcia fragmentu nowojorskiej struktury i przekształca dom w instrument-laboratorium. Podobnie dzieje się w przypadku instalacji Zaradny - obraz i dźwięk (z pozoru delikatnie) anektują piętro staromiejskiej kamienicy, próbą mimikry szydząc odrobinę z zastanych kontekstów, architektury i widza-turysty. Po chwili nieprzystawalność sytuacji okazuje się jednak mocną deklaracją, zdefiniowaniem odrębnego terytorium. Możemy tylko zanurzyć się w proponowanej przez artystkę przestrzeni, a ona powoli i metodycznie przejmie nad nami władzę.
Paweł Kulczyński